Cześć! O mojej przeszłości przeczytacie tutaj - mylifeingraycolors.blogspot.com . Nie wiem czemu nie usunęłam tamtego bloga. Nie wiedziałam że założe kolejnego :). A w skrócie: Ewelina/14(prawie)/Polska.
Dzisiejsza notka obejmie też wczorajszy dzień. A więc zaczynam:
wczoraj była pobudka gdzieś około 6, ale leżałam w łóżku do około 8. Za sześć 8 napisałam do Oli, czy idziemy razem do Kościoła (Ola - dobra koleżanka z klasy z gimnazjum, mieszka 2 km ode mnie, miła, uczciwa i zabawna). Chciałam iść na 9:30, bo na 11:00 upał mógł być. Ale w końcu uległam Oli i poszłyśmy na 11. Po kościele życie w domu, czyli obiad i komputer. A na komputerze: facebook :) Mam własnego fan page, do którego TU jest adres. Gadanko z Jolą (Jola - wspaniała koleżanka z klasy z gimnazjum, mieszka w bloku, jest wspaniała, jak gadamy na fb to świat staje się barwniejszy ♥ hehe ;* ) i Werą, z którą dzisiaj trochę się pokłóciłam. Potem ... przyjechała moja siostra ze szwagrem i siostrzenicą. Kamila (Kamila - przesłodka moja siostrzenica, która ma 9 miesięcy, jest urocza) jak zwykle robiła swoje genialne miny ♥♥♥. Ale jak Ola popołudnie miała wolne, to stwierdziłam że się z nią spotkam. I Ola wyjechała po mnie ze swojego domu. Pojechałyśmy najpierw w poszukiwaniu fajnego miejsca na zdjęcia, które Ola podobno widziała. Było. Ale nie było żadnego zejścia w to miejsce, a że była dość duża trawa, to pojechałyśmy na huśtawki na rynek. Ale dokładnie to na sekundę, bo jakieś dzieci przyszły. Pojechałyśmy na Żwirownię - no, obok żwirowni. Potem chciałyśmy ziścić nasz plan - sesja zdjęciowa, ale nie było gdzie. Więc pojechałyśmy do Oli. Najpierw przywitanko z rodzicami Oli, potem lody - rożek truskawkowy z Zielonej Budki. Lody zjadłyśmy przy rozmowie o Disney'owskich filmach na ławce za domem Oli. Potem krótkie zdjęcia, z których zostały tylko 2 :) I potem ... badminton z bratem Oli :D Wygrałam! Ale ten młody jest prze - za pierwszym razem wygrałam, chciał rewanżu. Wygrałam rewanż - chciał kolejnego. Wygrał. I tak prowadzę: 2:1. Ale jest młodszy więc i tak dla niego gratulacje :) Potem Ola odprowadziła mnie kawałek i pojechałam do domu.
Dzisiaj pobudka o 7:37 i czytanie książki pożyczonej od Oli. Pierwsze wrażenie - genialna! Do 10:00 czytałam. Potem wstałam, ogarnęłam się. O 11:00 leciał fajny film na Disney'u - Kadet Kelly. Oglądnęłam. Potem ogarnęłam salon i poodkurzałam. I zaczęłam sobie rysować. Skończyło się na tym, że sprzątałam w pudełko z kredkami ;) Potem obiad i komputer. I sprawa jutrzejszego wyjścia do pizzeri z naszą paczką: ja, Jola, Daria (Daria - genialna koleżanka z klasy z gimnazjum, dziewczyna która jak ja uwielbia fotografię, uwielbia śpiewać i jej to ślicznie wychodzi, jest genialna, można się z nią pośmiać do łez), Wera i Hercio, choć do niego nie było pewne. (Hercio - kolega z klasy z gimnazjum, w miarę fajny, nie ogarnięty). Nie chciałam iść do rock' n rolla. Za daleko mam. Wera chciała tam iść, chyba dlatego że ta knajpka jest blisko jej bloku -,-. Ale zbuntowałam się, a że w tym samym czasie pisałam z Darią, ona zapytała się pod zdjęciem Wery czy nie lepiej do Mc'Donalda. Bo ja tam chciałam iść. Wera nie chciała. I zaczęła się mała kłótnia. Bo Mc'Donald jest lepszy o wiele, zresztą ja na pizzę patrzyć już nie mogę. (Nie bez powodu nie opisałam kim jest Wera). Ale wyszło na to, że idziemy do Donalda dzięki postowi Darii na tablicy na facebooku:
No. I tak jutro o 16:00 spotykamy się Ja, Daria i Jola obok Mc'Donaldu. Pewnie z Darią zobaczę się wcześniej, bo będziemy jechać wspólną drogą. Jakoś się umówimy. Ale jutro na pewno będzie recenzja z jutrzejszego dnia,
A oto moje zdjęcie z wczoraj:
A teraz spadam. Zapraszam na fan page, i oczywiście tutaj :)
Buziaki, paaa ;*


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz